| Słowa warte zamyślenia... |
|
"Życie jest w kolorze, który ma twoja wyobrażnia" - MAREK AURELIUSZ |
|
| Wydarzenia |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pi | So | Nie |
|
|
|
|
|
|
1 |
| 2 |
3 |
4 |
5 |
6 |
7 |
8 |
| 9 |
10 |
11 |
12 |
13 |
14 |
15 |
| 16 |
17 |
18 |
19 |
20 |
21 |
22 |
| 23 |
24 |
25 |
26 |
27 |
28 |
29 |
| 30 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| Czarna seria - opowiadanie - cz.II /miech/ |
Gdzieś pod koniec letniej sesji na drugim roku studiów Ulka przywiozła wiadomość, że ciotka Wanda urodziła Pawła.
Ulka w tamtych czasach bardzo chętnie mnie odwiedzała próbując przynajmniej w ten sposób zakosztować uroków życia studenckiego a pewnie miała też jakieś swoje kobiece plany w stosunku do moich współlokatorów z akademika. Szczególnie maślane oczy robiła do Słodkiego. Nie miałem pretensji o te wizyty bo pozwalały mi oszczędzić czas i uniknąć samemu wizyty w domu. W tamtych czasach moje więzi z domem rodzinnym były raczej dość luźne. Wrocław i swobodne życie studenckie wciągnęło mnie dość gruntownie. Wizyty w domu ograniczałem więc do niezbędnego minimum, czyli pobór kasy i wałówki. Ciągły brak czasu tłumaczyłem nawałem nauki co było bardzo skuteczną i wiarygodną wymówką. Rodzice w trosce o tak ciężko uczące się dziecko wysyłali Ulkę z jakimś prowiantem. W ten sposób wszyscy byli zadowoleni. Dodatkowo Ulka, jako już pracująca, zostawiała mi zawsze jakieś pieniądze, co znacznie poprawiało mój budżet.
Sama wiadomość o narodzinach Pawła była dla mnie dużym zaskoczeniem. Nic nie wiedziałem, że ciocia Wanda jest w ciąży. To że Wanda urodziła było pewnym szokiem ale chyba jeszcze bardziej uderzyło mnie, że jest drugi męski potomek w klanie. Nie byłem już taki wyjątkowy i to w momencie kiedy zbliżał się nieuchronnie moment prawdy. Sam nie wiedziałem czy mam się cieszyć czy też nie. Na wszelki wypadek zacząłem więc od godnego fetowania narodzin kuzyna. Szczęśliwie zbiegało się to z zakończeniem sesji egzaminacyjnej, więc koledzy z pokoju chętnie się włączyli. Gdzieś w trzecim dniu opowiedziałem im historię z piwiarnią i czarną serią. Uzgodniliśmy, że w tych okolicznościach narodziny Piotrka to bardzo dobra wiadomość ale niestety nie zwalnia mnie to z moich zobowiązań. Kudłaty zgłosił nawet chęć pomocy w realizacji zadania gdy nadejdzie taka pora. Pochodził z rodziny gdzie byli sami chłopcy, miał pięciu braci i uważał, że to jest argument dający stu procentową pewność co do płci potomka. Sprawę rozważaliśmy bardzo poważnie ale została odłożona do momentu zaistnienia właściwych okoliczności. Okazało się, że Kudłaty zapamiętał ją jednak bardzo dobrze, bo dwa lata później, na moim ślubie gdzie był świadkiem, przypomniał mi swoją deklarację, zaraz po tym jak tylko powiedziałem tak. Słodki sekundował mu w tym dzielnie. Miałem dziwne wrażenie, że nie żartowali. Co ciekawe to to, że pierwsza Kudłatemu urodziła się dziewczynka co dało świetną okazję do różnego rodzaju dywagacji na temat koleżeńskiej pomocy w tych sprawach. Słodki, podobnie jak ja miał same siostry i kuzynki. No ale to zupełnie inna historia.
Chrzciny Pawła były fetą jakiej dawno nie było już w rodzinie. Upływający czas wiele zmienił w naszych obyczajach. Zmiany te następowały stopniowo i w sposób naturalny. Po pierwsze nie mieszkaliśmy już wszyscy razem. Wujek Franek wyprowadził się zaraz po chrzcinach czarnej serii. Zmienił parę razy adres by w końcu wybudować własny dom z warsztatem. Szył jakieś torebki, rękawiczki i inną galanterię skórzaną. Ojciec dostał mieszkanie spółdzielcze jeszcze jak byłem w szkole podstawowej i jako drudzy wyprowadziliśmy się z wspólnego gniazda. Zmiana miejsc zamieszkania automatycznie zmniejszyła i zmieniła rodzaj naszych kontaktów. Te nie były już codzienne. Teraz to były niedzielne lub świąteczne wizyty. Po drugie zabrakło dziadka Józefa. Umarł jeszcze przed naszą przeprowadzką. Dzisiaj podejrzewam, że przeprowadzka była możliwa właśnie dlatego, że już nie było dziadka. Klan się rozsypał i każdy zaczął żyć własnym życiem. Byliśmy już zasiedziali w nowym miejscu, zniknęły różne obawy i strachy jakie towarzyszyły świeżym repatriantom. Dorośli poczuli, że to ich miejsce i że są u siebie. Życie miejskie i miejskie obyczaje różniły się znacznie od tego jakie pamiętali ze swojej młodości i dzieciństwa. Ale tamto było takie dalekie i zostało gdzieś za Bugiem w wiosce którą opuścili. Zmieniał się też kraj. To był koniec lat siedemdziesiątych. Mieliśmy już kolorowe telewizory, coca colę i małego fiata dla każdej rodziny. To był szczytowy okres rządów Gierka a nie początki rządów Gomółki. To były dwa różne światy. Siermiężnej oszczędności towarzysza Wiesława było daleko do rozpasanej konsumpcji towarzysza Edwarda. Na chrzciny stawili się wszyscy. Ja zostałem ojcem chrzestnym mojego nowego kuzyna. Z tymi chrzcinami to też była dość dziwaczna historyjka. Miałem wakacje i byliśmy większą grupą na żaglach w Sławie. Po tygodniu, w piątek pod wieczór przyjechał ojciec z wujkiem Frankiem z wieścią, że w niedziele chrzciny Pawła, że jestem chrzestnym i że jutro wracamy do domu. Do dzisiaj nie wiem jak mnie w tej Sławie znaleźli. Kazali sobie załatwić spanie i jakieś kurczaki z rożna. Pooglądali moje towarzystwo i stwierdzili znikając w domku: jutro ty prowadzisz. Moje nieśmiałe pretensje, że mogli coś powiedzieć, jakoś uprzedzić, że wydałem kasę i jestem w trakcie obozu zbyli krótko - w poniedziałek wrócisz a kasa i tak od nas. Fakt faktem, że dzięki wujkowi Frankowi miałem zawsze trochę ekstra grosza na piwo i nie tylko, ale naiwnie sądziłem, że ojciec nic o tym nie wie. Ale prawdziwa niespodziankav- ta była dopiero przede mną. Na chrzcinach spotkała się cała rodzina jak za dawnych lat. Moja siostra Ulka, Grażyna i Julka to były już panny w tym najpiękniejszym dla kobiet okresie. Jak wspominałem nie dostały się na studia i już pracowały ciągle mieszkając z rodzicami. Fakt ten pozwalał im przeznaczać znaczną część zarobków na własne potrzeby co w ich przypadku oznaczało ciuchy i kosmetyki. Widać było że nie zmarnowały tych pieniędzy. Widywałem je dość rzadko, no oczywiście z wyjątkiem Ulki i z dumą patrzyłem na moje kuzyneczki. Julka, taka zawsze nieśmiała przyszła nawet z narzeczonym. Chłopak miał straszny kłopot, no bo z jednej strony ciotki i wujkowie oglądali go sobie bez specjalnego skrępowania, a biedak chciał wypaść jak najlepiej, a z drugiej strony było paru młodzieńców którzy dostawali ślinotoku na widok tych naszych ślicznotek. Dziewczyny świadome własnych wdzięków i czując się pewnie na gruncie rodzinnym, pod opieką wszystkich wujków i ciotek były bardzo śmiałe i zalotne. Na chrzcinach oprócz naszej rodziny była oczywiście rodzina ciotki Wandy oraz jacyś znajomi i sąsiedzi wujostwa. Matką chrzestną była właśnie bratanica Wandy, Ania. Dziewczyna była starsza ode mnie o jakieś dwa lata i była już mężatką. Początkowo nie zwracałem uwagi na natarczywe pytania wujka: czy wiem jakie są obowiązki ojca chrzestnego? Byłem strasznie przejęty swoją rolą i zaaferowany tym wszystkim co się działo. U wujostwa byłem już od rana, a tu zjeżdżali wszyscy zamiejscowi goście co robiło wielkie zamieszanie. Ale w końcu wyjazd do kościoła, powrót, wyjazd do fotografa i jak wróciliśmy wszystko już było poukładane. Kobiety panowały nad tym bałaganem z duża wprawą. Serwowano właśnie rosół, wszyscy siedzieli i zaczął panować jako taki ład. Spokojną konsumpcję przerwał mi konspiracyjny szept wujka Franka: - No to jak to planujesz rozegrać, jakby co, to mów, jakoś ci pomożemy. Zdębiałem. Zupełnie nie wiedziałem co mam rozgrywać, w czym mi chcą pomagać, kto i po co. Rozejrzałem się czy ktoś jeszcze słyszał ten szept Franka ale wszyscy byli zajęci jedzeniem obiadu. Chociaż nie, zarówno wujek Kazik jak i wujek Janek przyglądali mi się uważnie z nad swoich talerzy. Ojciec też chyba wiedział o co chodzi bo patrzył jakoś dziwnie i się uśmiechał pod nosem. O co tu chodzi. Siedziałem kompletnie zagubiony. Dotarło do mnie, że te wcześniejsze pytania wujka Franka, czy znam obowiązki ojca chrzestnego musiały mieć jakiś związek z tą deklaracją pomocy. Jak to, wszyscy wiedzą to dlaczego mi nikt nie powiedział. Narastała we mnie wściekłość. To pewnie te ich zabugowskie tradycje i przesądy. Jak byliśmy dziećmi to ciągle się natykaliśmy na tego typu kwiatuszki ale sadziłem, że to już przeszłość która odeszła razem z babcią Alimpką. Sami dorośli śmiali się często z różnych gusła jakie wyczyniała babcia przy wszelkiego rodzaju okazjach od strzyżenia włosów poczynając a na chorobach kończąc. Wiele też o tym wiedziałem z podsłuchanych wspominek i rozmów dorosłych. Niektóre rzeczy nazywali zabobonami ale niektóre były w rodzinie pieczołowicie kultywowane. Jednak o chrzcinach nic sobie nie mogłem przypomnieć. O co tu może chodzić. Ostatnie chrzciny w rodzinie to były chrzciny czarnej serii, jak ją nazwał dziadek Józek, ale tam nie zauważyłem nic szczególnie dziwnego. Inna sprawa, że miałem wtedy siedem lat to co mogę pamiętać lub co mnie mogło dziwić. - A może chrzestni zajęliby się trochę chrześniakiem i poszli na jakiś spacer, tu taki rozgardiasz a dziecku potrzeba spokoju. No i matka też ma prawo trochę odpocząć. Przerwał moje rozmyślania wujek Kazik. Wujek Kazik to taka dobra dusza, to on zawsze łagodził wszystkie spory i niesnaski w rodzinie. Pewnie i teraz chce, widząc moją zezłoszczoną minę, jakoś pomóc. Zupełnie niezły pomysł z tym spacerem, przyda się trochę świętego spokoju. Tak wujek Kazik zawsze umiał znaleźć najlepsze rozwiązanie. - To my też pójdziemy, zadeklarowały się Beata, Ewa i Agnieszka, czyli czarna seria prawie w komplecie. Agata jako starsza siostra miała już pewnie dość Pawła i udawała, że cała sprawa jej nie dotyczy. - Nie, nie, wy zostaniecie. Dziecko musi mieć troszkę spokoju i pospać, a przy was to niemożliwe. Zaoponowała szybko ciotka Marysia. - Tak najlepiej niech idą sami, dodała ciocia Zosia.
Poszliśmy. Wujostwo mieszkało w spokojnej dzielnicy domków jednorodzinnych. Zaraz obok były łąki i pola, płynęła niewielka rzeczka Czarna Woda. Cisza, spokój i piękne letnie popołudnie. Ania, czyli mama chrzestna, okazała się całkiem ciekawą towarzyszką. Pawełek, umęczony trudnym dla niego dniem, spał spokojnie. Dwie godziny przeleciało nie wiedzieć kiedy. Do powrotu przymusił nas Pawełek który się obudził i zaczął domagać jedzenia. Nasz powrót przyjęto owacyjnie. Towarzystwo wyraźnie nie próżnowało w zadbaniu o pomyślność dzisiejszego bohatera. Wznoszone toasty musiały być i częste i szczere. Rumiane twarze mężczyzn mówiły wszystko. Zdążyłem wychylić tylko kieliszek i właśnie zabierałem się za jakieś jedzenie kiedy znowu usłyszałem konspiracyjny szept wujka Franka: No jak poszło, załatwiłeś sprawę ?
|
|
| Komentarze |
dnia 11 lipiec 2007 15:11:14
No, to teraz ciekawe...czy dobrze myślę co się kryć miało za tym spacerem z chrzestną...hmmm |
|
|
| Dodaj komentarz |
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|
| Oceny |
|
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.
Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.
Brak ocen.
|
|
|
| Logowanie |
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło? Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
|
|
| Użytkowników Online |
Gości Online: 4
Brak Użytkowników Online
Zarejestrowanch Użytkowników: 37
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: nemesis
|
|
|