| Słowa warte zamyślenia... |
|
"Miłość to nie staw, w którym można zawsze znaleźć swoje odbicie. Miłość ma przypływy i odpływy. Ma też swoje rozbite okręty, zatopione miasta, ośmiornice i skrzynie złota i pereł. Ale perły leżą głęboko
" - ERICH MARIA REMARQUE |
|
| Wydarzenia |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pi | So | Nie |
|
|
|
|
|
|
1 |
| 2 |
3 |
4 |
5 |
6 |
7 |
8 |
| 9 |
10 |
11 |
12 |
13 |
14 |
15 |
| 16 |
17 |
18 |
19 |
20 |
21 |
22 |
| 23 |
24 |
25 |
26 |
27 |
28 |
29 |
| 30 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| Czarna seria - opowiadanie - cz.I /miech/ |
Czarna seria
Ciągle jest to we mnie. Ile mogłem mieć lat ? Sześć, nie raczej siedem. Niedziela, lato i ci czterej mężczyźni. Boże jak to strasznie dawno. Dlaczego ja to ciągle pamiętam ?
Popijali piwo w zatłoczonej piwiarni. Wtedy były jeszcze piwiarnie zawsze pełne mężczyzn palących papierosy, pijących piwo i gadających o różnych sprawach. Miały swój klimat, atmosferę i zapach. Dzisiaj w tej piwiarni jest warzywniak, nie warzywniak był, teraz jest kwiaciarnia. Czemu ja to wszystko pamiętam ?
Ojciec, jego brat Felek i ich kuzyni Tadek i Józek. Szefował jak zawsze ojciec, chociaż najstarszy był wujek Józek, ale tak już było i nikogo to nie dziwiło. Felek jako najmłodszy i do tego świeży i bezdzietny żonkiś biegał po piwo w czym chętnie i dumnie mu pomagałem.
Pamiętaj jesteś jedynym męskim potomkiem nas wszystkich i musisz zadbać by nazwisko nie zginęło, to jest twoje najważniejsze zadanie.
He, he i kolejny solidny łyk piwa. Niby śmiechy, niby żarty ale ja czułem że to jednak serio. To nie była jakaś tam gadanina. Coś w oczach, gestach i tonach głosu mężczyzn mówiło mi że sprawa jest poważna. Faktem jest, że w naszej rodzinie byłem jedynym chłopcem na cztery dziewczyny, czyli moją siostrę Halinę i trzy kuzynki ale to nie miało dla mnie żadnego znaczenia. To niedzielne przedpołudnie miało jednak zmienić wszystko.
Wbijał mi tę lekcje w głowę a ja jadłem kolejnego loda i kiwałem, że oczywiście rozumiem i będę grzeczny. Byłem dumny, że jestem taki wyjątkowy, jedyny i ważniejszy niż te wszystkie dziewczyny ich córki i on rozmawiają ze mną tak poważnie, że w ogóle ze mną rozmawiają a nie odpędzają jakąś złotówką na loda. Mogłem tam z nimi być, stać, patrzeć i słuchać tego całego gwaru. Byłem mężczyzną. Więcej byłem ważnym mężczyzną bo miałem ważne zadanie i oni żądali żebym obiecał, że rozumiem i że nie zapomnę co mi tu tłumaczą.
Obiecałem wszystkim razem i każdemu z osobna. Wtedy gotowy byłem obiecać wszystko byle tylko tam z nimi być. Myślę, że mi nawet nie chodziło o te ekstra oranżady i lody tylko bardziej o to bycie w świecie dorosłych mężczyzn. W świecie gdzie kobiety i dzieci nie miały wstępu. A ja tam byłem i miałem dopiero razem z ojcem wrócić do domu na niedzielny obiad. Tak za to mogłem obiecać wszystko.
Gdzieś od wiosny zaczęły rodzić się te dziewczyny. Oczywiście wiedzieliśmy, że będą nowe dzieci. Rosnące brzuchy kobiet wymagały wyjaśnienia. Więc nam wyjaśniono. Kobiety wybierają się w podróż po nowe dzieci a w brzuchach zbierają jedzenie na tą podróż i dlatego tak dużo jedzą i dlatego tak rosną im brzuchy.
Pierwsza wyjechała ciocia Tereska i wróciła z dziewczynką Beatą. Było wiele zamieszania, bo to pierwsze dziecko wujka Felka więc fetowano to oczywiście solidnie. Kpinki mężczyzn z braku wprawy wujka i jego celności pamiętam do dzisiaj. Nie rozumiałem oczywiście o jaką celność i wprawę chodzi ale śmiałem się razem z nimi. Wujek Felek opędzał się jak mógł od tych przygaduszek ale to wszystko było raczej wesołą rodzinną zabawą, ot takie tam wzajemne przekomarzania. Świętowaliśmy jak zawsze, wszyscy razem i wesoło.
Troszkę później zniknęła ciocia Zosia i wróciła też z dziewczynką Iwoną. To co mnie dziwiło to dlaczego ciocia Zosia przywiozła z tej podróży dziewczynę, chociaż wszyscy tylko chcieli i mówili o chłopcu. Wujek Józek miał już dwie dziewczyny więc to była trzecia. Widziałem, że dorośli też raczej nie byli z tego zadowoleni. Kobiety szeptały jak zawsze coś w kuchni ale milkły zaraz lub mówiły głośno o ciastach, zupach czy innym jedzeniu jak tylko się tam zjawiałem. Min raczej nie miały wesołych ale i tak u nich było lepiej niż u mężczyzn. Ci siedzieli posępni, bez zwykłego gwaru i żartów. Niby opijali nowego członka rodziny ale to wszystko było bez życia. No i była jeszcze jedna dziwna rzecz. Ani wcześniej u wujka Felka, ani teraz nie było dziadka Józefa. Tak to było bardzo dziwne gdyż dziadek był zawsze na wszystkich świętach, imieninach czy innych uroczystościach. Jakoś nie zwróciłem na to uwagi za pierwszym razem bo ten cały wesoły rozgardiasz wtedy zbyt mnie zajął. Po raz pierwszy mieliśmy taką małą lalkę w domu i to było coś nowego i ciekawego. Teraz to już była druga lalka więc co to za ciekawość no i ten dziwny nastój jaki panował. To wszystko spowodowało, że nieobecność dziadka mnie zastanowiła.
Dziadek był najważniejszy ze wszystkich mężczyzn. On był nawet ważniejszy od ojca bo tato też musiał się go słuchać. Poza tym u dziadka wolno mi było absolutnie wszystko. Nikt mi na tak wiele nie pozwalał, chyba tylko wujek Felek, ale on tylko wtedy jak byliśmy sami i nikt nie widział. No i to było jeszcze wtedy zanim zjawiła się ciotka Teresa. Dla dziadka obecność innych dorosłych była bez znaczenia. Bywało nawet, że sadzał mnie na kolanach przy stole, co w tamtych czasach było sprawą nie do pomyślenia. Dzieci nie miały prawa siedzieć razem z dorosłymi przy jednym stole. To był brak szacunku a dziadek mnie brał i sadzał. Trochę się zawsze bałem złej miny mamy ale przy dziadku nic mi nie groziło a potem to i tak nikt mnie ruszał. Słyszałem tylko czasami jak matka mówiła do ojca, że ten stary to zupełnie już zwariował i na zbyt dużo sobie pozwala i gadała tak długo dopóki ojciec jej nie uciszył tym swoim r11; nie gderaj kobieto. Raz to nie gderaj mówił ciszej, raz głośniej ale zawsze był skuteczny. Mama milkła. Tak dziadek był najważniejszy.
O dziwo, mimo że wujek Józek podobnie jak wujek Felek dostał dziewczynę i to już trzecią to jakoś nie było żartów i śmiechów. Owszem wszystko było jak zawsze, czyli kobiety przyszykowały co trzeba, mężczyźni popijali i wznosili toasty ale coś było nie tak. Nawet my dzieciaki czuliśmy, że lepiej znikać z oczu dorosłym bo byle co może być pretekstem do poważnych sankcji.
Mama i ciocia Basia dopiero miały się wybrać po małe dziecko. Wszyscy czuliśmy jakieś dziwne napięcie i nerwowość w zachowaniu dorosłych. Nasze pytania jak się kupuje dzieci i czy można wybrać chłopczyka wywoływały dziwne i nie spotykane wcześniej reakcje. Do tej pory albo się śmiali albo tłumaczyli nam w sposób prosty otaczający świat. Teraz nas opryskliwie zbywali albo wręcz przeganiali. To też było dziwne.
Pierwsza wyjechała mama a dzień później ciotka Basia ale wróciły jakoś razem. Mama przywiozła Elkę a ciotka Lilkę. Pamiętam tylko, że dziadek Józek siedział przy stole i powtarzał w kółko: czarna seria, czarna seria. Ojciec z wujkiem Tadkiem stali i próbowali coś mówić ale dziadek ich nie słuchał tylko krzyknął na babcię i poszli na tramwaj, bo do dziadka na wieś jeździło się tramwajem.
Tym razem, co było dla nas dzieciaków ogromnym zaskoczeniem, nie było żadnej uroczystości rodzinnej. Mężczyźni poszli, jak to się mówiło, na ogródek i tam prowadzili jakieś ostre dyskusje paląc papierosy. Kobiety były zajęte swoimi sprawami a tych spraw w ciągu dwóch miesięcy przybyło aż cztery. Tak wyglądało pojawienie się w naszej rodzinie czarnej serii.
Dzisiaj podejrzewam, że w tej piwiarni to musiały paść jakieś poważne zobowiązania i chłopcy się z nich wywiązali co do jednego. Rozmowa ze mną też chyba nie była przypadkowa i wygląda mi na daleko posuniętą asekurację, tak jak by z góry przeczuwali kłopoty z realizacją swoich planów. Nawet jak mieli obawy co do stu procentowej skuteczności to chyba jednak nie przypuszczali aż tak dramatycznie niekorzystnego wyniku. Przegrali bowiem cztery zero. To na pewno był dla nich poważny cios. Ja patrzyłem wtedy na sprawę jednak całkiem inaczej i byłem jak najbardziej zadowolony. Moja wartość rosła. Przed czarną serią byłem jeden z piątki a teraz jeden z dziewiątki. To już było coś.
Kobiety, czyli ciocie też chyba nie były zachwycone wynikami. Chociaż trudno mi to teraz ocenić bo wszelkie rozmowy dorosłych w tym temacie cichły jak się zjawialiśmy. Jedynie dziadek nie przejmował się absolutnie naszą obecnością i zawsze umiał znaleźć okazję żeby ponarzekać. Wszyscy wiedzieliśmy, że ma pretensje o czarną serię i kompletnie nie rozumieliśmy dlaczego te ciotki poprzywoziły dziewczyny zamiast chłopców i dlaczego dzidek gada na naszych ojców jak oni nie mają z tym nic wspólnego bo oni przecież chodzili do pracy i nic nie mieli wspólnego z tymi zakupami. Nie był to jednak nasz główny problem związany z czarną serią. Największym naszym zmartwieniem była bowiem sama czarna seria. Okazało się bowiem bardzo szybko, że to właśnie my mamy za zadanie opiekować się tą wrzeszczącą czwórką. Pozbawiło nas to masę wolnego czasu i wzbudziło słuszną niechęć do nowych członków rodziny. Ale to były dopiero początki kłopotów z czarną serią. Uczucie zachwytu z nowinki zaczęło stopniowo przeradzać się w niechęć do tych małych, ciągle płaczących i mających szczególne prawa potworów. Ja jako chłopak i to do tego jedyny miałem trochę więcej luzu ale Halina i moje kuzynki były zapędzane do nowych obowiązków bez żadnych skrupułów.
Chrzciny całej czwórki odbyły się razem i były sporym wydarzeniem rodzinno sąsiedzkim. Musiały być w sierpniu pamiętam bowiem strasznie długi stół ustawiony na ogrodzie no i to że głównym tematem było to czy wszystko jest zapięte na ostatni guzik przed moją pierwszą wyprawą do szkoły. Dziadek Józek odpytywał mamę i tatę jak tylko się nawinęli, ale również wszystkie ciocie i wujkowie musieli być przygotowani z tego tematu. Nawet sąsiedzi, którzy w tamtych czasach też byli ciociami i wujkami, nie mogli tego uniknąć. Dziadek kompletnie ignorował wszelkie inne tematy i jedyny dopuszczalny temat rozmowy to był początek nauki jego jedynego wnuka i wszystkie okoliczności z tym związane. Ta natarczywa duma dziadka spowodowała, że stałem się głównym bohaterem chrzcin. Jakoś dziwnie zgodnie wszyscy podchwycili ten temat. Dzisiaj mam niejasne wrażenie, że byłem czymś w rodzaju opakowania zastępczego no bo chyba łatwiej się szczycić tym, że wnuk już idzie do szkoły niż rozmawiać o tym że rodzina chrzci aż cztery dziewczyny. Tak dziadek był mądrym człowiekiem.
|
|
| Komentarze |
dnia 09 lipiec 2007 12:19:17
Miech i tak Ci juz zostało ...że brylujesz wśród dziewczyn hihih ale ostani i najważniejszy głos należy do Ciebie , zawsze musisz postawic kropke nad i...zastanawiałam się skad to Ci sie bierze, a to po prostu "zasługa" Twojego dziadka i no tych czterech dziewczyn ochrzczonych jednego dnia )) Nieźle piszesz całkiem ciekawie się czyta Twoje wspomnienia..pozdrówka |
dnia 11 lipiec 2007 11:15:31
Przeczytałam opowiadanie i stwierdzam, że ciekawi mnie co będzie dalej z bohaterem. Osobiście - jako kobieta, wolę zagłębiać się w zwiewnych romansidłach, ale od czasu do czasu chętnie przeczytam inny rodzaj prozy. Styl opowiadania przywołuje mi na myśl Wiesława Myśliwskiego i jego "Kamień na kamieniu". Pisz. Czekam. Pozdrawiam |
|
|
| Dodaj komentarz |
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|
|
| Logowanie |
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło? Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
|
|
| Użytkowników Online |
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online
Zarejestrowanch Użytkowników: 37
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: nemesis
|
|
|